Po raz kolejny ratuje się serię Battlefield. Ekspert od strzelanek Kevin zadaje sobie pytanie: dlaczego znowu znaleźliśmy się w tym samym punkcie?
To, coBattlefield 6zaplanowałna sezony 3, 4 i 5, brzmi jak muzyka dla moich uszu. W końcu otrzymamy naprawdę duże mapy z mnóstwem pojazdów, w końcu pojawi się wojnę morską (z startami i lądowaniami z lotniskowców!) i w końcu Dice wprowadza prawdziwą przeglądarkę serwerów dla trybu wieloosobowego.
To sceny, które wywołują radość:
„W końcu nas wysłuchali”, tytułują wielcy youtuberzy zajmujący się strzelankamiw swoich entuzjastycznych filmikach. BF6 powraca. Battlefield wkracza w fazę rozwoju po premierze, w której twórcy mówią: „Wysłuchaliśmy waszych opinii”. I tak, zasadniczo to naprawdę fenomenalna wiadomość.
Ale pokazuje to również, że po wielu latach Battlefield wciąż nie udaje się być dobrą grą z usługą online.
Cierpliwość się kończy
Battlefield 6 to świetna strzelanka, ale w ciągu miesięcy od premiery jedno stało się jasne: deweloperzy mają jeszcze wiele do zrobienia. Jeśli chodzi o dostarczanie nowych treści. Jakość map. Sposób, w jaki pojazdy są zintegrowane z bitwami. Tempo rozgrywki.

W tej chwili uśmiecham się tylko ze zmęczeniem. Nie zrozumcie mnie źle, jestem absolutnie zachwycony powrotem Wake Island, wielkimi bitwami morskimi, zapowiedzią plutonów i tak dalej. Ale dlaczego znowu musimy dochodzić do punktu, w którym Battlefield w ogóle wymaga ratunku? Weterani BF doświadczają déjà vu.
Niekończąca się pogoń Battlefielda
Battlefield 2042 od razu po premierze mocno się wykończył, musiał gruntownie zmienić system specjalistów, ograniczyć formułę 128 graczy i ogólnie zebrać sporo krytyki za słabe zniszczenia poziomów i kiepską jakość map. Wszystko zaczęło działać jak należy dopiero po wielu aktualizacjach (i, jak na ironię, tuż przed pojawieniem się BF6, które pogrzebało wszelkie nadzieje na nową zawartość dla 2042).
Wcześniej Battlefield 5 borykał się z niezliczonymi problemami – przede wszystkim z powolnym dodawaniem nowej zawartości. Czasami musieliśmy czekać nawet sześć miesięcy, aż w końcu pojawiła się nowa mapa. Ponadto ciągłe zmiany w TTK powodowały ogromną frustrację. Dopiero wraz z dużą aktualizacją „Pacific” BF5 powoli zaczął sprawiać wrażenie dopracowanego i kompletnego (a potem również tutaj odcięto dopływ treści).
To samo można powiedzieć o wyprawie do odległej, odległej galaktyki: Battlefront 2 również wymagał ratunku.
Tak, nawet legendarne części serii z dawnych czasów miały czasami poważne problemy na początku. BF4 w momencie premiery był wyśmiewany jako „Betafield” i musiał zostać naprawiony za pomocą awaryjnych aktualizacji.
Nigdy nie było idealnego Battlefielda i nie oczekuję tego. Ale to, że przeglądarka serwerów, duże mapy i ogromne bitwy z użyciem statków, samolotów i czołgów znajdują się wysoko na liście życzeń fanów BF, nie jest przecież żadnym zaskoczeniem!
Battlefield powraca. Znowu.
To dziwne, że fani muszą błagać o coś, co jest częścią DNA serii. To tak, jakby twórcy z każdą częścią uczyli się jednej lub dwóch naprawdę dobrych nowych lekcji, ale w zamian nagle zapominali o 20 rzeczach, które fani uważają za oczywiste.
I wtedy powtarza się znany cykl: gracze się wkurzają, liczba graczy spada, gromadzą się opinie. Dice i EA reagują słowami „We hear you” i obiecują duże zmiany. Wszyscy odetchną z ulgą. Battlefield powraca.
Potem mija znowu kilka miesięcy i Battlefield dzięki solidnym aktualizacjom znów zmierza w dobrym kierunku. Wszyscy patrzą na siebie i zadają sobie pytanie: Czy to było takie trudne? Po prostu nie ma sensu, żebyśmy dyskutowali o absolutnych podstawach w serii strzelanek, która jest na rynku od ponad 20 lat.
A także w przypadku usług na żywo już dawno jest wystarczająco dużo pozytywnych przykładów, jak to powinno wyglądać (Helldivers 2, Marvel Rivals, Rainbow Six Siege, Apex Legends).
Tak, cieszę się z planu działania dotyczącego Battlefield 6. Ale mam już naprawdę dość tego, że musimy świętować ten zwrot jako wielki powrót. Tak jak w przypadku poprzedniego Battlefield. I tego przed nim.

