Recenzja gry Final Fantasy Resonance: list miłosny do tradycyjnych gier RPG, którego nie każdy zrozumie

Follow US

80FaniLubię
908ObserwującyObserwuj
57ObserwującyObserwuj

Nowa gra z serii Final Fantasy jest w rzeczywistości dość stara – a przynajmniej tak się wydaje. Im bardziej dorastaliście wraz z tą legendarną serią JRPG, tym bardziej będziecie to doceniać.

Nie, dawniej nie wszystko było lepsze. Z pewnością nie w grach, nawet jeśli nostalgia lubi nam czasem wmawiać coś innego.

To sprawia, że sprawiedliwa ocena gry takiej jak Final Fantasy Resonance jest równie ekscytująca, co trudna. To, jak bardzo spodoba wam się ta retro gra RPG, zależy bowiem w decydującym stopniu od tego, jak wielkimi fanami legendarnej serii JRPG jesteście. A przede wszystkim od tego, od kiedy.

Resonance jest oldschoolowa aż do granic możliwości, a momentami nawet je przekracza. Pozostaje tylko pytanie, dlaczego w ciągu tygodnia włożyłem w tę grę ponad 40 godzin. Dobrowolnie. Podczas moich wakacji. Wybierzmy się razem na poszukiwanie wskazówek.

Arcydzieło w 2,5D

Zacznijmy od tego, co oczywiste: Final Fantasy Resonance czerpie garściami z Octopath Traveler 1 i 2, które z kolei były hołdem dla wczesnych gier z serii Final Fantasy. Fajni ludzie nazwaliby to prawdopodobnie „zamknięciem koła”.

Zarówno tu, jak i tam na tle trójwymiarowych scenerii stworzonych w silniku Unreal Engine poruszają się pikselowe, ale dopracowane w najdrobniejszych szczegółach postacie 2D. Zarówno tu, jak i tam w taktycznych walkach turowych najważniejsze jest osłabianie przeciwników poprzez wykorzystywanie ich słabych punktów, czyli tymczasowe unieruchamianie ich.

Jednak w „Final Fantasy Resonance” szybko zauważysz, że twórcy mieli do dyspozycji zupełnie inny budżet niż w przypadku tej mniejszej części serii. Scenerie 3D nieustannie zaskakują pomysłowymi ruchami kamery i pod tym względem przyjemnie przypominają „Final Fantasy 7–10”.

Ponadto jest tu mnóstwo rozbudowanych sekwencji przerywnikowych, częściowo nawet renderowanych. Kiedy więc przywołujecie typowe dla serii superpotwory Esper, takie jak Ifrit, Odin, Titan czy Ramuh, robi to odpowiednio epickie wrażenie – przede wszystkim dlatego, że Resonance sprytnie łączy sceny renderowane z grafiką gry.

Naprawdę imponująco brzmi również orkiestrowa ścieżka dźwiękowa, która łączy znane motywy z nowymi utworami i należy do najlepszych, jakie miałem okazję usłyszeć w tym roku. Jedyny minus: dobre udźwiękowienie jest dostępne tylko w języku angielskim lub japońskim.

Oldschool aż do granic wytrzymałości

No cóż. To by było na tyle, jeśli chodzi o wszystko, co w grze Final Fantasy Resonance można by nazwać nowoczesnym. Pod względem rozgrywki ta „nowa” gra z serii Final Fantasy przenosi was bowiem prosto do lat 90.

  • Mapa świata, po której podróżujecie między miastami i lochami, a która stopniowo się odblokowuje w miarę postępów w grze.

  • Ściśle liniowa fabuła bez żadnej swobody podejmowania decyzji.

  • Losowe walki, których nie da się pominąć.

  • Prosty system rozwoju postaci z automatycznym awansowaniem na kolejne poziomy, polegający przede wszystkim na kupowaniu najlepszej możliwej broni i zbroi w sklepie w każdym nowym mieście.

  • Lochy, które w zasadzie wszystkie składają się wyłącznie z losowych walk, skrzyń ze skarbami, migających przedmiotów i bossa na końcu. Rzadkie wyjątki w postaci łamigłówek potwierdzają regułę.

  • Najprostsze zadania poboczne, które wysyłają was z punktu A do punktu B, aby zdobyć przedmiot C lub pokonać przeciwnika D.
  • W drużynie składającej się z czterech postaci, podczas eksploracji lochów, miast i świata otwartego widzicie jednak tylko główną bohaterkę, Rain.

Celowo przedstawiam to w tak rzeczowy sposób, aby wywołać u was jedną z dwóch możliwych reakcji. A mianowicie albo „Tak właśnie powinno być!”, albo „O co w tym chodzi?”. Jedynymi ustępstwami, jakie Final Fantasy Resonance czyni wobec współczesnych gier RPG, jest garść funkcji ułatwiających rozgrywkę:

  • trzy poziomy trudności
  • przycisk sprintu, niezależnie od tego, czy poruszacie się pieszo, czy na chocobo
  • możliwość pominięcia przywołań Esperów
  • punkty zapisu tuż przed bossami wraz z teleportacją do wejścia do lochu

W pewnym momencie byłem nawet bliski przerwania gry w „Final Fantasy Resonance” z frustracji. Tak, motyw ukrytego miasta magów to powracający motyw serii. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy muszę przez ponad 30 minut przemierzać całą mapę świata sterowcem w poszukiwaniu tego miejsca – w nadziei, że mój radar uruchamiany jednym naciśnięciem przycisku w końcu coś wykryje. W każdym razie szukajcie w oceanie na południowy wschód od wyspy wulkanicznej. Podziękujecie mi później.

Złapcie ich wszystkich!

Wciąż tu jesteście? W takim razie czas na drugą część mojego testu relacji: Lightning, Bartz, Cloud, Tidus, Vaan, Zidane, Clive, Squall – ile z tych imion kojarzy wam się z miłymi wspomnieniami z gier RPG?

Im więcej, tym silniej zadziała u was najważniejszy element gry Final Fantasy Resonance, tzw. wizje. W całym świecie gry znajdziecie bardziej lub mniej dobrze ukryte sanktuaria, w których – oczywiście – znajduje się kryształ, dzięki któremu odblokujecie jedną z łącznie 26 postaci z serii Final Fantasy.

Fabuła dostarcza nawet w miarę zrozumiałego uzasadnienia i przede wszystkim wspaniale przedstawia postacie. W sekwencji filmowej nie tylko poznacie „historie pochodzenia” tych postaci, ale także obejrzycie sceny z odpowiednich gier. A jeśli znacie te gry, to rzeczywiście poczujecie się, jakbyście spotkali starych przyjaciół.

W grze wizje prezentują się znacznie bardziej trzeźwo, ponieważ w zasadzie jest to ukryty system klas, znany wam z dziesiątek innych japońskich gier RPG.

Oznacza to, że zamiast klasy przypisujecie każdemu z ośmiu członków drużyny wizję, która rozwija się wraz z poziomem tak długo, jak długo jest przypisana, odblokowując w ten sposób coraz lepsze umiejętności. Raz odblokowane umiejętności mogą być wykorzystywane przez waszych bohaterów nawet po zmianie wizji – ale oczywiście macie ograniczoną liczbę miejsc.

Coś podobnego występuje również w grach Octopath Traveler czy Dragon Quest, jednak z wizją Cloud Strife’a czujecie się oczywiście silniej związani emocjonalnie niż z klasą wojownika. Przynajmniej jeśli wiecie, kim jest Cloud. I możecie się teraz cieszyć, że jedna z jego umiejętności nazywa się „Cios krzyżowy”.

Jako fan serii na pewno nie spocznę, dopóki – na wzór Pokémonów – nie złapię wszystkich wizji.

Słaby punkt w podwójnym znaczeniu

Prawda jest jednak taka, że w walkach ostatecznie chodzi tylko o to, by wykorzystać słabości przeciwników i jak najszybciej ich oszołomić. Jeśli uda wam się to zrobić wszystkim jednocześnie, będziecie mogli wykonać spektakularny atak specjalny przypisany waszym wizjom.

Równowaga jest jednak nieco zachwiana, ponieważ już od średniego poziomu trudności macie szansę, zwłaszcza w starciu z bossami, tylko wtedy, gdy cała drużyna konsekwentnie atakuje ich słabe punkty. W praktyce oznacza to: wywołanie walki z bossem, zidentyfikowanie słabych punktów za pomocą zaklęcia analitycznego, powrót do punktu zapisu, optymalizacja drużyny i wizji pod tym kątem, a następnie atak.

Dzięki świetnej inscenizacji oraz emocjonalnej więzi z Esperami i Wizjami nadal sprawia to frajdę, ale nie da się ukryć, że walki w Octopath Traveler 1 i 2 pozwalają na znacznie większą finezję taktyczną.

Pierwsze wrażenie fabularne myli

Najwięcej innowacji Final Fantasy Resonance oferuje właśnie tam, gdzie najmniej bym się tego spodziewał: w fabule. A przecież historia zaczyna się bardziej klasycznie niż klasycznie i wykorzystuje wszystkie klisze japońskich gier RPG:

  • szlachetny, bezinteresowny bohater – w tym przypadku Rain, dowódca brygady sterowców
  • naiwna, przepiękna „dziewica w opałach”, która oczywiście skrywa jakąś tajemnicę
  • zamaskowany złoczyńca, który pragnie zniszczyć świat

    Wszystko to łączy Resonance z większą dawką fan service’u niż bilet VIP na koncert Backstreet Boys. Chwilka na złapanie oddechu… są tu chocobo, kryształy, espery, mogry, magowie, statki powietrzne, klasyczne eskalowanie mocy od „fire” do „Feuga”, sekwencje renderowane podczas przywoływania, morboli, kaktory, tomberry, wyjątkowo trudni opcjonalni bossowie na końcu gry i tak, Sephiroth też może się pojawić.

    Brzmi jak obowiązkowa pozycja dla miłośników nostalgii, ale im dłużej gracie, tym bardziej zauważacie, z jaką wrażliwością i troską Square połączyło klasyczne składniki w coś nowego.

    Trzeba jednak uczciwie przyznać, że seria „Final Fantasy” zawsze miała więcej podtekstów i głębi fabularnej niż inne japońskie gry RPG – wystarczy pomyśleć o tematyce zanieczyszczenia środowiska w „Final Fantasy 7”.

    Nie spodziewałbym się jednak, jak bardzo „Resonance” w trakcie rozgrywki łamie własne klisze, a nawet je demaskuje – w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dlatego nie chcę zdradzać zbyt wiele na temat fabuły.

    Powiedziałbym nawet, że fabuła spodoba się nawet tym, którzy nie przepadają za serią Final Fantasy. Co wcale nie dotyczy reszty gry. Ale myślę, że jeśli przeczytaliście aż do tego miejsca, to już to zrozumieliście. Przynajmniej trochę.

    Podsumowanie redakcji

    Granie w Final Fantasy Resonance przypomina trochę playlistę z imprezy z okazji mojej „25. rocznicy matury”. Kto przypadkiem tu zajrzy, ten na pewno słyszał już przynajmniej kilka z tych piosenek. Ale żeby naprawdę zrozumieć, co one znaczą dla mnie i moich przyjaciół, trzeba było tam wtedy być.

    Final Fantasy Resonance to w zasadzie mixtape z serii Final Fantasy. Jeśli jesteście wieloletnimi fanami serii, a przede wszystkim darzycie wielką miłością jej wczesne, turowane etapy, to gorąco polecam wam tę nostalgiczną podróż. Mnie osobiście gra naprawdę poruszyła do głębi i czułem się, jakbym spotkał się ponownie ze starymi przyjaciółmi.

    Jako recenzent gier moim zadaniem jest jednak również zdjęcie okularów nostalgii. Im dokładniej się przyglądam, tym wyraźniej widać, że pod względem czysto rozgrywkowym inne japońskie gry RPG mają po prostu więcej do zaoferowania. W segmencie oldschoolowym dotyczy to zarówno Octopath Traveler 2, jak i Dragon Quest 7 Reimagined. A jeśli szukacie czegoś bardziej nowoczesnego, poleciłbym raczej remake’i FF7 lub Metaphor: ReFantazio.

    Z drugiej strony dawno nie grałem w tytuł, który tak bardzo traktuje się jako fan service. A Final Fantasy Resonance radzi sobie z tym zadaniem znakomicie.

RELATED ARTICLES

Gra „The Blood of Dawnwalker” otrzymała pierwszą dużą aktualizację i oferuje dokładnie to, czego najbardziej pragnąłem

Kilka tygodni po premierze gra „The Blood of Dawnwalker” opublikowała aktualizację 1.1. Mamy dla was pełną listę zmian oraz...

Mass Effect 5: Wyciekł nowy zwiastun po zamknięciu BioWare

Film z gry „Mass Effect: Universe” pokazuje znane rasy oraz loty kosmiczne. IGN zweryfikowało materiał z silnika gry pochodzący...

Gra „Shadow of the Tomb Raider” niespodziewanie pojawiła się na Nintendo Switch 2 – trylogia „Survivor” jest teraz w...

Dzięki niespodziewanej premierze gry „Shadow of the Tomb Raider: Definitive Edition” trylogia „Survivor” jest teraz w całości dostępna na...