Gra „Tides of Annihilation” zupełnie mi dotąd umknęła – po 45 minutach stała się moją absolutną atrakcją targów gamescom 2026

Follow US

80FaniLubię
908ObserwującyObserwuj
57ObserwującyObserwuj

W grze akcji i przygodowej „Tides of Annihilation” rycerze Artusa stają do walki z egipskimi bogami we współczesnym Londynie. Właśnie ta szalona mieszanka podbiła serce Dani w niecałą godzinę.

Zostało mi już tak mało czasu w wersji demo, gdy ogromny egipski bóg Anubis w końcu upada na kolana po dwóch szalonych fazach. Drżącymi od adrenaliny rękami odkładam kontroler – ichciałabym po prostu móc dalej grać.

BoTides of Annihilationma jeszcze tak wiele do zaoferowania, tak wiele do odkrycia.Moje 45 minut to zdecydowanie za małona to, by zagłębić się we wszystkie tajemnice, fabułę i mechanikę gry.

Ale nawet w szybkim przebiegu – i pomimo irytującego dryftu drążka w moim kontrolerze z targów – ta niezwykła gra akcji i przygody od razu mnie wciągnęła. Gra, która do tej pory zupełnie mi umknęła, nagle stała sięnieoczekiwaną atrakcją, na której premierę już nie mogę się doczekać.

Czym jest Tides of Annihilationi dlaczego ta niezwykła mieszanka współczesnego Londynu, starożytnych egipskich bogów i legendy o królu Arturze dostarcza tak niewiarygodnej frajdy, wyjaśnię wam teraz.

Wspaniała fantastyka miejska

W powieści „Tides of Annihilation” współczesny Londyn zostaje opanowany przez świat z innej rzeczywistości, co powoduje, że magia i przerażające stworzenia nieuchronnie przenikają do naszego świata. Wcielam się w rolę Gwendolyn, ocalałej z tej katastrofy, która wyrusza na poszukiwanie swojej rodziny – a przy okazji być może będzie musiała ocalić całą ludzkość.

O fabule nie mogę wam jeszcze zbyt wiele opowiedzieć, ponieważ wersja demonstracyjna rzuca mnie prosto w sam środek akcji. Jednak o otaczającym mnie świecie mógłbym opowiadać z zachwytem godzinami. W poszukiwaniu mitycznej Księgi Umarłych trafiam – jakżeby inaczej – na wystawę poświęconą starożytnemu Egiptowi w British Museum.

Elementy fantasy wpadają tu na rzeczywistość niczym siła natury. Gruz blokuje mi drogę, fragmenty ogromnych gotyckich kościołów unoszą się surrealistycznie w powietrzu, a pomiędzy nimi wciąż natrafiam na starożytne relikty, które przetrwały ten chaos w nienaruszonym stanie i stoją grzecznie za swoimi barierkami, jakby nadal odwiedzali je ciekawscy turyści.

Najchętniej zatrzymałabym się przed każdym wazonem, każdym malowidłem ściennym i w każdym zakątku chińskiego skrzydła, aby przeczytać opisy Lore i wchłonąć te piękne otoczenia. Tides of Annihilation tworzy bowiem hipnotyczną mieszankę: Nasz znany, rzeczywisty świat łączy się z epickimi elementami fantasy, tworząc atmosferę, która natychmiast mnie porywa, ponieważ wydaje się jednocześnie tak znajoma, a jednak zupełnie obca i budzi we mnie podobną fascynację jak postapokalipsa.

Rycerze Okrągłego Stołu

Na szczęście Gwendolyn nie musi samotnie stawiać czoła tej przygodzie. U jej boku walczą nikt inny jak legendarni rycerze Okrągłego Stołu z legend o królu Arturze. Jako widmowe duchy wspierają ją w walce – i właśnie to sprawia, że ten system jest tak świeży i ekscytujący.

Oprócz lekkich i ciężkich ataków standardowych mogę w każdej chwili wezwać moich rycerzy. Są oni wyposażeni w dwa zestawy, a za pomocą krzyżaka błyskawicznie przełączam się między zestawem 1 a zestawem 2. W wersji demonstracyjnej korzystałem z ofensywnego duetu, który otaczał moich wrogów mieczem i halabardą, podczas gdy druga para osłaniała mi tyły, odpychając przeciwników lub na krótko ich unieruchamiając.

Wisienką na torcie są potężne ataki specjalne, które ładuję w trakcie walki. Zarówno Gwendolyn, jak i rycerze dysponują superumiejętnościami, które mocno dają w kość przeciwnikom, a dzięki określonym kombinacjom klawiszy pozwalają wykonywać efektowne manewry.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak klasyczna gra akcji, ale w praktyce systemy te tak idealnie się ze sobą zazębiają, że powstaje niezwykle dynamiczna, zwinna i spektakularnie wyglądająca rozrywka polegająca na walce. I to pomimo tego, że w wersji demo nie miałem jeszcze okazji, by naprawdę porządnie zapoznać się ze wszystkimi systemami i odkryć najlepsze synergie. W tej chwili mogę więc tylko wyobrażać sobie, jak dobrze będą się czuły te walki, gdy już naprawdę dobrze zorientuję się w systemach i mechanikach.

Małe zagadki prowadzą do Księgi Umarłych

Zanim dotrę do wielkiego finału wersji demonstracyjnej, mogę trochę odetchnąć i pogrzebać w głowie. Przed sobą widzę urządzenie z dwiema obracającymi się kulami, ozdobione starożytnymi hieroglifami. Przechodząc przez krótkie odcinki parkour, muszę odnaleźć właściwe symbole w otoczeniu i odpowiednio ustawić kule, aby otworzyć portal do innego świata.

Zagadka nie jest zbyt skomplikowana, ale wprowadza kolejną mechanikę: moi Widmowi Rycerze nadają się nie tylko do walki! W spokojnych chwilach służą mi jako praktyczni pomocnicy. Rycerz podnosi na przykład ciężkie skrzynie, abym jako Gwendolyn mogła dotrzeć do wyżej położonych obszarów, albo z czystą siłą wyburza kruche ściany, gdy utknę w ślepym zaułku.

Anubis(s) w trawie

Wspaniały system walki w grze „Tides of Annihilation” naprawdę pokazuje, na co go stać, gdy wkraczam do Księgi Umarłych. Zostaję teleportowany na magiczną arenę i patrzę prosto w górę na gigantyczną głowę szakala. Najpierw tańczę wokół niej, pokazując wszystko, czego nauczyłem się w ciągu ostatniego pół godziny.

Jednak Anubis ma w rękawie kilka sztuczek. Oprócz wymagającego zestawu ruchów przywołuje magiczne ściany i chroniących go kapłanów. Tylko dzięki idealnie wyczutemu szarżowaniu udaje mi się przedostać przez szczeliny w ścianach, aby powalić kapłanów i ponownie uczynić Anubisa podatnym na ataki. W drugiej fazie wybucha absolutny chaos: arena błyska, z nieba spadają kamienie, ziemia drży, a bóg szaleńczo się teleportuje.

Walka z bossem to prawdziwa burza widowiskowa, łącząca świetną oprawę graficzną z wymagającymi, ale absolutnie uczciwymi wyzwaniami – na szczęście gra zapisuje stan po pierwszej fazie.& nbsp;

Na zegarze pozostało mi nieco ponad minutę, gdy Anubis w końcu upadł na ziemię. Tak samo jak cieszę się, że udało mi się zakończyć walkę, tak samo smuci mnie fakt, że mój czas z Tides of Annihilation dobiegł końca. Ale jeszcze się spotkamy — teraz moje oczy są skierowane wyłącznie na tę grę akcji z elementami przygody!

Podsumowanie redakcji

Niesamowite. Leżę teraz na łóżku w pokoju hotelowym z maseczką na twarz i stopy po niekończącym się dniu na targach i piszę te słowa. A jeszcze kilka godzin temu biegłem po British Museum i osobiście przemierzałem Księgę Umarłych! Moja wyprawa do fantastycznego świata „Tides of Annihilation” sprawiała wrażenie, jakbym naprawdę tam była.

Przez całe 45 minut dosłownie nie mogłam oderwać wzroku od ekranu, chciałam wchłonąć każdy szczegół, przyjrzeć się każdej starożytnej fresce i jeszcze głębiej zagłębić się w dynamiczny system walki. Jeśli trzy czwarte godziny na hałaśliwych targach mija jak z bicza strzelił, a potem jest się smutnym, że trzeba już iść, to jest to największy komplement dla gry. W każdym razie tej nocy będę śnił o Gwendolyn i tym pięknym świecie – i mam ogromną nadzieję, że nie będziemy musieli czekać zbyt długo na premierę!

Michael
Michael
Wiek: 24 lata Pochodzenie: Niemcy Hobby: gry, piłka nożna, tenis stołowy Zawód: redaktor online, student

RELATED ARTICLES

Recenzja gry „Zero Company”: 40 godzin strategii i „Gwiezdnych wojen” – i każdą z nich cieszyliśmy się w pełni

Taktyka turowa jak w XCOM, oprawa jak w grze akcji-przygodowej. „Zero Company” sprawia, że strategia jest bardziej wciągająca niż...

Wiedźmin 3: Remastered – jak zdobyć bezpłatną aktualizację na PC, PS5 i Switch 2

CD Projekt Red oferuje posiadaczom gry „Wiedźmin 3” tę wielką reedycję. Oto jak zdobyć remaster na PC, PS5, Xbox...

Humankind 2 ukaże się w 2027 roku i sprawi, że zmiany klimatyczne staną się częścią waszej strategii

Amplitude rozszerza system rozwoju kulturowego i pozwala, by zmieniające się środowisko miało bezpośredni wpływ na waszą cywilizację.Amplitude Studios przenosi...