Recenzja gry Valheim: po 5 latach wikingowskiej gry survivalowej wersja 1.0 osiąga niemal 90

Follow US

80FaniLubię
908ObserwującyObserwuj
57ObserwującyObserwuj

Po ponad pięciu latach w fazie wczesnego dostępu gra Valheim pojawia się w wersji 1.0 z nowym biomem, nowymi materiałami – i starymi problemami.

W przypadku gier w fazie wczesnego dostępu czas między pierwszą premierą a pełnym wydaniem często określa się mianem podróży: Aktualizacje pojawiające się po premierze nazywane są kamieniami milowymi i pełnią rolę ważnych latarni morskich na trasie określonej w „roadmapie”, wskazując drogę do portu docelowego, jakim jest wersja 1.0.

Do tego portu Valheim w końcu wpływa po ponad pięciu latach w fazie wczesnego dostępu. Społeczność i twórcy przeżyli ten czas od lutego 2021 roku jak szaloną przejażdżkę. Po oszałamiającym starcie szwedzkie studio Iron Gate dopiero zdało sobie sprawę, jaki ogromny potencjał kryje w sobie ich formuła kooperacyjnej gry rzemieślniczej w otwartym świecie. Po przerwie w dodawaniu treści i intensywnej rekrutacji w ostatnich latach pojawiło się więcej biomów, receptur, materiałów, bossów i mechanik.

A gdzież lepiej zakończyć tę niemal magiczną podróż w Valheimie, jeśli nie na pokrytym śniegiem i lodem dalekiej północy? Ten ostatni biom pojawia się oficjalnie wraz z wersją 1.0 i okazuje się godnym zakończeniem tej niezwykle wielowarstwowej przygody. Na kolejnych stronach oceniamy całą tę podróż.

Każdy początek jest zimny. I mokry.

W Valheim wcielamy się w rolę nordyckiego wojownika, którego walkirie Odyna zabierają po honorowej śmierci na polu bitwy i przenoszą do tak zwanego dziesiątego świata, Valheim (więcej informacji w ramce). Kraina ta zbyt długo pozostawała poza wpływem Wszechojca, przez co grasują w niej coraz potężniejsze potwory. Dlatego też, z polecenia Jednookiego, przywracamy tam porządek.

Na początku jednak nie walczymy z ogromnymi leśnymi stworzeniami ani cuchnącymi górami mięsa, ale raczej zmagamy się z prozaicznymi troskami: gdzie się przespię? Jak się ogrzać? W odróżnieniu od Minecrafta i podobnych gier nie budujemy w kilka ruchów ręki kompletnej posiadłości w klimatycznej, low-poly idylli rodem z pocztówki, ale działamy na znacznie mniejszą skalę.

Dziewięć światów mitologii nordyckiej
W staronordyckim panteonie drzewo świata Yggdrasil łączy ze sobą wszystkie dziewięć królestw. W koronie drzewa bogowie mieszkają w Asgardzie, Wanaheimie i Alfheimie. W centrum znajduje się Midgard, ojczyzna ludzi, otoczona lodowatym światem olbrzymów Jotunheimem oraz płonącym Muspelheimem na południu. Głęboko pod ziemią kryją się mroczne królestwa. W Schwarzalbenheim krasnoludy wykuwają swoje skarby, podczas gdy na północy Niflheim zamarza w wiecznym lodzie i mgle. Na samym dnie rozciąga się Helheim, ciche królestwo zmarłych bogini Hel.

Te mechaniki są częścią DNA Valheimu – gra konsekwentnie je realizuje we wszystkich stołach warsztatowych i kuźniach aż do samego końca, a my oswajamy się z nimi od samego początku. Po początkowych trudnościach szybko jednak przyzwyczajamy się do tych specyficznych cech i odpowiednio planujemy każdy dom oraz placówkę.

Praktyczna fabuła, imponująca oprawa wizualna

W Valheimie, licząc ocean, znajduje się dziewięć biomów, które różnią się pod względem wyglądu, wymagań, nagród i przeciwników. W każdym biomie tego generowanego proceduralnie świata (z wyjątkiem oceanu) spotykamy budzącego strach przed Odyna bossa, którego musimy pokonać, by następnie przejść do kolejnego biomu. Przed walkami z bossami przeszukujemy biomy, odkrywamy nowe rudy, takie jak brąz, żelazo i srebro, ulepszamy nasz ekwipunek i, maksymalnie wyposażeni na potrzeby danego biomu, stajemy do walki z potężnym przeciwnikiem.

To w zasadzie opisuje cykl rozgrywki w Valheim: przybycie, eksploracja biomu, ulepszanie wyposażenia, pokonanie bossa, przejście dalej – w sumie dziewięć razy, i gotowe. Miłośnicy fabuły mogą z jednej strony rozkoszować się tajemniczymi tekstami wyrytymi na kamieniach runicznych, dotyczących mitologii świata i jego dawnych mieszkańców. Ponadto Hugin i Munin, wierne kruki Odyna, pojawiają się co jakiś czas z cennymi wskazówkami dotyczącymi nowych obszarów i mechanik gry.

W tym samym duchu co klipy wideo utrzymana jest muzyka, która praktycznie zawsze trafia w odpowiedni ton. Od delikatnych melodii podczas spacerów po bujnych łąkach po potężne metalowe brzmienia w porywających walkach z bossami – Valheim oferuje nam szerokie spektrum akustycznych wrażeń.

Otwarty świat jako najlepsze doświadczenie wikingów

Już po kilku godzinach zauważamy, że wspomniana pętla rozgrywki sprawdza się tylko w teorii. Gdy tylko zaczniemy zbierać drewno, kamienie, a później rudę cyny i miedzi, kości, żelazo i wiele innych surowców, odblokowane receptury konstrukcji i przedmiotów pojawiają się na ekranie jedna po drugiej. Szybko polowanie na biomy i walki z bossami schodzą na dalszy plan, a Valheim przekształca się w ostateczne, romantyczne doświadczenie wikingów:

Początkową chatę przebudowujemy na długi dom, na zewnątrz powstaje zagroda dla oswojonych dzików, a później dołączają do nich wilki, a nawet łosie. Nieco dalej zakładamy grządki z marchewką, burakami i cebulą, ponieważ nad naszymi ogniskami wisi już nie tylko zwykły grill do mięsa, ale są też kotły do zupy i kadzie do fermentacji miodu pitnego.

W piecach do produkcji węgla drzewnego spalamy drewno, a uzyskany węgiel wraz z wydobytymi surowymi sercami wrzucamy do pieca hutniczego. Z otrzymanych sztabek wytapiamy w kuźni nowe zbroje i broń, dzięki którym dalej podbijamy świat. Wśród tego wszystkiego brzęczą pszczoły i produkują miód – a opisujemy tu tylko naszą główną bazę. Placówki w poszczególnych biomach nie ustępują jej pod żadnym względem.

Do tego dochodzą niezliczone możliwości budowy: belki i dachy o różnych nachyleniach, mury, ogrodzenia, fortyfikacje, łodzie oraz niesamowicie wiele elementów dekoracyjnych i ozdobnych. Na dalekiej północy znajdziemy między innymi nowe przepisy na dachy o nachyleniu 67 stopni, a nawet most zwodzony.

Ponieważ każde biome wprowadza nowe materiały budowlane, a tym samym stwarza nowe możliwości budowania, właśnie w tym tkwi prawdziwa motywacja do postępów w grze. Odblokowywanie, budowanie i dekorowanie w Valheimie przez cały czas trwania gry daje tak niesamowitą satysfakcję, że raczej godzimy się na czasami niezwykle trudne walki z przeciwnikami, takimi jak szkielety, drapieżniki, smoki, draugr, nowe trolle gammeltrolle, a także bossów, niż aktywnie ich szukamy.

Uporządkowany styl gry szybko staje się jednak koniecznością: z jednej strony i tak nie należy pośpiesznie przemierzać biomów, z drugiej zaś – zwłaszcza pod koniec gry – przy tak wielu elementach do odblokowania w danym biomie łatwo stracić orientację.

Daleka Północ: ostatni biom
W tekście wielokrotnie wspominamy o nowościach, jakie przynosi ostatni etap gry, jednak ze względu na spoilery rezygnujemy z zbyt szczegółowego opisu. Podobnie jak w innych biomach, jest tu mnóstwo rzeczy do odkrycia, w tym oczywiście nowe zestawy wyposażenia. Ponadto Valheim na sam koniec ponownie zaskakuje nas niesamowitą atmosferą, pozwalając nam przedzierać się przez grubą warstwę śniegu i odkrywać zaśnieżone wioski.

Pełny potencjał dopiero w trybie kooperacyjnym

Na mapie może szaleć nawet dziesięciu graczy. W tym celu albo otwieramy nasze światy solo na dołączenie graczy z zewnątrz, albo bezpośrednio wynajmujemy dedykowane serwery. Ci, którzy postrzegają Valheim jako wspólną przygodę i podróż bohatera, czerpią ogromne korzyści z trybu kooperacji.

Teren możemy wyrównać i uczynić go żyznym tylko w przypadku okrągłego układu. W przypadku prostokątnych grządek zawsze pojawia się wizualny nadmiar. Lista po prawej stronie staje się w trakcie gry coraz dłuższa i mniej przejrzysta. Ponadto, aby tworzyć przedmioty, musimy zawsze mieć przy sobie wszystkie materiały. Odkładanie ich do skrzyni po lewej stronie się nie liczy.

Eksploracja, specjalizacja w walce wręcz i na odległość, a później także magia oraz eksperymentowanie z różnymi rodzajami broni, takimi jak miecze, topory, maczugi, włócznie, łuki i kusze, wraz z różnymi rodzajami obrażeń – ważnymi ze względu na odpowiednie odporności przeciwników – sprawia w grupie niesamowitą frajdę.

Ponadto Valheim w niemal wyjątkowy sposób zapewnia poczucie spokojnej wspólnoty. Po prostu sprawia nam radość rozbudowywanie i dekorowanie naszej głównej bazy lub placówek w poszczególnych biomach, eksplorowanie mapy na tratwie lub długiej łodzi, albo po prostu skradanie się przez las, uzbrojeni w łuk i strzały, w poszukiwaniu jeleni.

W żadnej z tych chwil nie pojawia się nawet cień wrażenia, że coś nas omija. Wręcz przeciwnie: celowe spowolnienie tempa jest integralną częścią filozofii gry Valheim.

Przyjemnie wyrozumiałe mechaniki survivalowe

Kto z tego powodu klasyfikuje Valheim jako grę typu „cozy”, ten zmieni zdanie najpóźniej podczas późniejszych walk. W pierwszych dwóch biomach, na łąkach i w ciemnym lesie, może to jeszcze mieć zastosowanie. Na bagnach, w górach i na równinach walki i przeciwnicy stają się stopniowo coraz trudniejsi.

Kraina Mgły, Kraina Popiołu i wreszcie Daleka Północ należą do obszaru końcowej fazy gry. Najpóźniej w tym momencie warto zapoznać się ze stylami walki, premiami za wyposażenie, wzmocnieniami wynikającymi z pożywienia oraz słabymi punktami przeciwników. Podobnie jak w grach akcji-przygodowych, otwarty świat z lochami, opuszczonymi wioskami i ukrytymi skrzyniami oferuje ogromny potencjał odkryć i nagród.

Valheim słusznie zalicza się do gier survivalowych, ale charakteryzuje się przyjemną mechaniką. Oprócz paska zdrowia nasza postać posiada pasek wytrzymałości. Podczas sprintu, skakania, budowania, pielenia, wyrównywania terenu, walki i pływania tracimy oddech. Gdy atakują nas wrogowie lub otrzymujemy obrażenia w inny sposób, zmniejsza się liczba naszych punktów życia.

Nie umieramy jednak z głodu, jeśli nie jemy. Zamiast tego jedzenie przynosi nam wyłącznie korzyści: od prostego mięsa z grilla po bułki, pasztety, a nawet köttbullar – Valheim oferuje nam ogromny wybór potraw. Dania przygotowujemy w różnych stanowiskach kuchennych, rozbudowach i piecach. Wszystko to ogromnie wpływa na ogólne poczucie komfortu i atmosferę życia w wiosce.

Jednak jedzenie, podobnie jak wiele różnych rodzajów metu, przynosi również konkretne korzyści. Każde danie zapewnia premię do punktów życia, wytrzymałości lub, w mniejszym stopniu, do obu tych parametrów. Ponieważ dzięki odpowiednim posiłkom zdrowie i wytrzymałość osiągają czasami oszałamiające poziomy, dobór i kombinacja trzech odpowiednich posiłków, które można spożyć jednocześnie, przyczynia się do sukcesu w walce co najmniej w takim samym stopniu, jak broń i zbroje.


Ponadto unikamy ataków, wykonując przewroty, a następnie atakujemy z flanki. W większości przypadków działa to dobrze. Czasami wrogowie utrudniają nam stosowanie taktyk bojowych poprzez nieprzewidywalne animacje. Nasze umiejętności bojowe, a także rzemieślnicze i atletyczne, rozwijamy w 20 kategoriach zgodnie z zasadą „uczenia się przez działanie” znaną z gry Skyrim.

Kto postrzega Valheim przede wszystkim jako grę o budowaniu i eksploracji w scenerii wikingów, ten będzie czasem zaskoczony przyjemnie złożonym systemem walki.

Wygoda to nie nordyckie bóstwo!

W wersji 1.0 Valheim robi wiele rzeczy dobrze i zapewnia złożone oraz godne zakończenie. Jednak brakujące funkcje zwiększające komfort użytkowania utrzymują się aż do ostatecznej wersji, a naszym zdaniem od lat nie ma na to żadnego uzasadnienia.

Zacznijmy od ekwipunku: nasza wirtualna torba zawiera 32 miejsca na przedmioty. Z nich osiem miejsc na broń i narzędzia umieszczamy na pasku szybkiego dostępu, który można wywołać jednym naciśnięciem klawisza. Dlaczego klawisze 9 i 0 nie są nam również dostępne, pozostaje tajemnicą Iron Gate. Ponieważ zazwyczaj nosimy ze sobą miecz, tarczę, łuk, strzałę, topór, kilof oraz zbroję składającą się z hełmu, napierśnika, ochraniaczy na nogi i peleryny, a także pas i narzędzie specyficzne dla danego biomu, już przy „pustym ekwipunku” zajętych jest dwanaście miejsc. Do tego dochodzą jeszcze mikstury lecznicze i pożywienie.

To sprawia, że eksploracja nieznanych, wrogich terenów staje się niepotrzebnie uciążliwa. W trakcie rozgrywki Haldor, handlarz z Mrocznego Lasu, sprzedaje większe torby. Zapewniają nam one dodatkowe osiem miejsc, ale nie rozwiązują problemu. Brakuje też funkcji sortowania.

Przy stole warsztatowym lub w kuźniach brakuje nam sensownego sortowania dotychczas odblokowanych przepisów. Zwłaszcza pod koniec gry chcielibyśmy mieć listę niezliczonych przedmiotów pogrupowanych według biomów, dzięki czemu moglibyśmy wybierać przedmioty celowo, zamiast bez końca przewijać listę. Podczas rzemiosła, gotowania i kowalstwa musimy zawsze mieć składniki w ekwipunku. Jeśli znajdują się one w skrzyni tuż obok, nie możemy nic wytworzyć. Im dalej posuwamy się w grze, tym bardziej jest to irytujące.

Brakuje nam również filtra łupów: jeśli w ekwipunku jest miejsce, nasza postać zbiera przedmioty z ziemi. W pewnym momencie nie chcemy już jednak plądrować każdego pokonanego szarego krasnoluda z wczesnej fazy gry, ale mimo to robimy to wbrew sobie. Konsekwencja: żmudne sortowanie drobnych przedmiotów.

Brak filtra łupów niesie ze sobą również konkretne wady: jeśli w trakcie walki z bossem zabijemy krążącego w pobliżu potwora-sługę i zbierzemy od niego metal, nie będziemy mogli uciec przez ratujący nas portal, gdy nasze zdrowie będzie na krytycznym poziomie. W ustawieniach domyślnych metale uniemożliwiają teleportację – niezależnie od tego, czy zostały zebrane dobrowolnie, czy przypadkowo.

Równanie terenu za pomocą motyki w wersji 1.0 również jest bardziej uciążliwe niż to konieczne: co prawda po pewnym majsterkowaniu można stosunkowo łatwo dostosować powierzchnie do określonego poziomu wysokości. Jednak tworzenie ścieżek dla wózka ręcznego staje się prawdziwą męką, zwłaszcza przy różnicach wysokości. Istnieją już od dawna lepsze rozwiązania, takie jak mod PlanBuild.

Modyfikatory świata dla idealnej rozgrywki

W ostatnich miesiącach wprowadzono jednak również ulepszenia pod względem komfortu. Przed każdą sesją dostosowujemy zasady rozgrywki w naszym świecie zgodnie z własnymi preferencjami. Ustawiamy, jak wymagające mają być walki, czy tracimy punkty umiejętności i wyposażenie po śmierci, czy otrzymujemy potrójną ilość surowców podczas wydobycia, czy nasza baza zostanie zaatakowana przez przeciwników, czy możemy przenosić rudy przez portale i wiele więcej.

Szczególnie gracze lubiący samodzielną budowę lub śmiali samotni wojownicy tworzą sobie idealną rozgrywkę i całkowicie indywidualnie definiują swoje wyzwania. I właśnie w tym momencie najwyraźniej ujawnia się największa siła wikingowskiej gry typu open-world sandbox: gra daje nam możliwości i narzędzia – a my tworzymy z nich coś całkowicie własnego. Nawet bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Podsumowanie redakcji

Od ponad pięciu lat wpadam w pułapkę „już tylko” w Valheimie: już tylko oswoić zwierzę, już tylko wytopić surową rudę, już tylko zakończyć etap budowy i już tylko pokonać bossa. Rzadko kiedy jakaś gra tak precyzyjnie trafiała w moje gusta, jak ten hit od Iron Gate.

A idylliczna atmosfera i dopracowana grafika to tylko wisienka na torcie. Przede wszystkim przekonują mnie bowiem mechanika gry i możliwości twórcze: przeżywam wraz z przyjaciółmi ekscytujące przygody, samotnie przemierzam las na polowaniu na jelenie, płynę przez ocean, mając nadzieję, że morski wąż mnie nie zje, albo na wiele godzin zatracam się w budowie nowej części zewnętrznej mojej długiej chaty.

I choć nie gram w Valheim przede wszystkim ze względu na walki, to sprawiają mi one sporą frajdę, również dzięki taktycznej głębi wynikającej z rodzajów broni i systemu żywienia. W ustawieniach domyślnych przeciwnicy w ostatniej trzeciej części gry stają się jednak dla mnie zbyt potężni. Dlatego szczególnie cieszę się z przydatnych modyfikatorów świata.

Po ponad 500 godzinach gry w każdym razie nie widzę jeszcze końca.

Flo
Flo
Wiek: 28 lat Pochodzenie: Niemcy Hobby: gra, jazda na rowerze, piłka nożna Zawód: Edytor on-line

RELATED ARTICLES

„Niesamowita atmosfera” – Hunt: Showdown w końcu spełnia oczekiwania fanów, na które czekali już od 5 lat, a dzisiaj...

W ramach aktualnego wydarzenia „Blood Testament” najwyraźniej pojawia się nowy potwór-boss.Aktualizacja:Serwery są już online z nową aktualizacją, więc Blood...

Mount & Blade z samurajami: nowa gra strategiczna typu sandbox na Steamie pozwala wam podbijać wioski, świątynie, a w...

9 września na Steamie pojawi się gra „Warlord: Awaji”. Ta strategiczna gra typu sandbox z perspektywą pierwszej osoby osadzona...

Nowości na Steamie: Najbardziej ekscytująca strzelanka wieloosobowa roku pojawia się w tym tygodniu

Zwięzły przegląd wszystkich najważniejszych nowości tygodnia na Steamie.Nowy tydzień na Steamie znów ma sporo do zaoferowania:Wśród nowości znajdziemy między...