W grze JRPG „Echoes of Aincrad” poznajecie świat SAO nie z perspektywy bohatera serialu, Kirito, ale wcielając się w postać stworzoną samodzielnie. Nacisk na akcję dobrze wpływa na grę już w wersji demo, ale jeśli chodzi o grafikę, Bandai mogłoby jeszcze nieco popracować nad jej dopracowaniem.
Za każdym razem podczas Steam Next Fest zadaję sobie to samo pytanie: w co mam w ogóle zagrać?! Moja koleżanka Kevin nieustannie naciska mnie, żebym napisał krótką recenzję gry. Jednak w tej niemal niekończącej się pustyni wersji demonstracyjnych po prostu nic nie przypadło mi do gustu – zwłaszcza że obecnie wydaje mi się, że połowa uczestniczących w festiwalu gier wygląda na zgrubnie sklejoną przy pomocy sztucznej inteligencji.
Tym razem na szczęście decyzja przychodzi mi znacznie łatwiej. W ramach Next Fest pojawiła się bowiem gra „Echoes of Aincrad”, która natychmiast przyciąga uwagę takiego starego fana anime jak ja. Ta akcyjna gra JRPG wydawcy Bandai Namco opiera się na popularnym anime science fiction Sword Art Online, w którym tysiące graczy zostaje uwięzionych w VRMMO.
W przeciwieństwie do poprzednich gier opartych na licencji SAO, w „Echoes of Aincrad” nie walczycie jednak jako główny bohater serialu, Kirito, lecz eksplorujecie latającą fortecę Aincradwcielając się w całkowicie własną postać.
Wypróbowałem tę grę podczas Next Fest i już po dwóch godzinach byłem pod sporym wrażeniem skoncentrowanego na akcji podejścia Echos of Aincrad. W końcu udało się stworzyć grę z serii SAO, która naprawdę przekonująco przenosi mnie do bezkompromisowego, wirtualnego świata Aincrad; pojawia się w niej nawet kilka fajnych cameo z serialu. Jeśli chodzi o szczegóły graficzne, twórcy powinni jednak jeszcze nad nimi popracować przed premierą.
O co chodzi?
Każdy, kto w ostatnich latach miał cokolwiek wspólnego z anime i nie żyje w całkowitej izolacji, prawdopodobnie słyszał już o Sword Art Online. Seria powieści typu light novel autorstwa japońskiego pisarza Reki Kawahary opowiada o pierwszej na świecie grze VRMMO o tej samej nazwie, której twórcy wraz z wydaniem pełnej wersji usunęli możliwość wylogowania się.
Haczyk polega na tym, żejeśli zginiesz w wirtualnym świecie Aincrad, gogle VR usmażą ci mózg i w prawdziwym świecie też będziesz skończony. Jedynym wyjściem jest przejście gry do końca.

W walce z ohydnymi, ale niezbyt bystrymi bestiami zapoznacie się z najważniejszymi mechanikami rozgrywki i stopniowo przedzieracie się do pierwszego potężnego bossa – przywódcy koboldów. Połączenie ataków ciężkich i lekkich przebiega płynnie; szybkie tempo rozgrywki motywuje do dalszej gry.
Gdy już pokonacie prolog i wrócicie do Miasta Początków, prawdziwe wyzwanie w grze Echoes of Aincrad dopiero się zaczyna. Po kilku godzinach nagle zdajecie sobie sprawę, że nie możecie się już wylogować. Oczywiście nadal możecie nacisnąć Alt+F4, ale fabuła gry konsekwentnie sugeruje, że jesteście uwięzieni w grze i musicie wraz z Kirito, Asuną i innymi postaciami z serii podjąć walkę o przetrwanie.
Echoes of Aincrad nie ma jednak na celu doprowadzenia was aż na sam szczyt 100. poziomu latającego zamku. Gra obejmuje jedynie pierwsze dwa poziomy – ale i te są już gigantyczne. Na razie niewiele wiadomo o konkretnej fabule, jednak gra ma opowiadać własną historię.
Jak się w to gra?
Pod względem rozgrywki Echos of Aincrad stawia na znacznie bardziej akcji nasycone podejście niż poprzednie gry z serii SAO. Walki są nie tylko szybsze, ale także nieco bardziej dynamiczne. Za pomocą ciężkich i lekkich ataków rzucacie się na przeciwników. Jednak samo bezmyślne uderzanie niewiele daje, ponieważ w Echoes of AincradE o tym, jak daleko zajdziecie w walce z bossem, decydują uniki, blokowanie i właściwe ustawienie się.
Oprócz standardowych ataków możecie równieżwykorzystać szczególnie potężne umiejętności miecza, które ogłuszają przeciwników, ale pochłaniają dużo wytrzymałości. Te specjalne ataki mogą nawet odciąć przeciwnikom kończyny – to zaskakująco dosadne podejście jak na grę opartą na anime. Ponadto macie możliwość wydawania członkom drużyny podstawowych poleceń: możecie działać wspólnie lub każdy na własną rękę; w razie potrzeby łączycie siły, bywykonać wyjątkowo potężny atak Switch.
Przed wyruszeniem do lochu należy jednak starannie dobrać odpowiednią broń. W grze Echoes of Aincradnie można bowiem zmieniać broni w terenie;jest to możliwe wyłącznie w bazie w mieście. Jeśli chodzi o eksplorację, kolejny ważny element rozgrywki tej gry RPG, nie mogę na razie powiedzieć zbyt wiele.

Gdzie nadal występują problemy?
Największą potrzebę poprawek dostrzegam obecnie w grafice – i nie mam tu na myśli stylu anime. Obszary zewnętrzne w Echoes of Aincrad są atrakcyjnie zaprojektowane i, między innymi dzięki nastrojowemu oświetleniu, wręcz zachęcają do wędrówek.
W porównaniu z tym wnętrza, zwłaszcza w lochach, są jednak rozczarowująco ubogie w detale i miejscami sprawiają wrażenie tuneli złożonych z powtarzających się elementów. Również animacje poszczególnych postaci wydają się miejscami nadal bardzo sztywne. W wersji demo dźwięk dialogów był wielokrotnie odtwarzany ze znacznym opóźnieniem w stosunku do animacji mowy. Deweloper, Game Studio Inc., powinien jeszcze raz zająć się tym przed premierą; takie szczegóły można przecież stosunkowo łatwo poprawić.
Po wypróbowaniu gry jestem ogólnie optymistycznie nastawiony, że nowa gra Sword Art Online będzie udana. Echoes of Aincrad kusi nowym spojrzeniem na znaną historię SAO. Walki zapowiadają się obiecująco, a świat gry dobrze oddaje atmosferę jednego z moich ulubionych seriali anime.
Wraz z premierą 10 lipca 2026 roku przekonamy się, czy fabuła i eksploracja również są na wysokim poziomie. Gra „Echoes of Aincrad” ukaże się na PC, PlayStation 5 oraz konsolach z serii Xbox Series.

