Nowa gra Screamer nosi co prawda szanowaną nazwę, ale nie ma zbyt wiele wspólnego z klasyczną serią gier wyścigowych z lat 90. Poza tym, że i tutaj pedał gazu wciska się do dechy.
Porozmawiajmy od razu o tym jasnoniebieskim wielorybie pulsującym w przestrzeni: nie, ten Screamer nie ma absolutnie nic wspólnego ze starymi grami wyścigowymi o tej samej nazwie (znanymi i lubianymi u nas jako „Bleifuss”). Tak, tu i tam chodzi o szybko jeżdżące samochody, a zarówno wtedy, jak i dziś za grą stoją Włosi z Milestone. Ale to już wszystko.
Po co w takim razie w ogóle pisać recenzję? Ponieważ brakuje dobrych gier wyścigowych typu arcade, Need for Speed zostało wstrzymane, a Screamer może i nie wywołuje okrzyków radości, ale mimo to przenosi swoją moc na ulice. Na GlobalESportNews dowiecie się, czy warto go kupić – i dla kogo.
Bares für Fahres
Centralnym punktem Screamer jest „Turniej”: w niedalekiej przyszłości, oczywiście dystopijnej i rozświetlonej neonami w stylu Blade Runnera, tajemniczy „Mr. A” organizuje wyścig samochodowy, w którym rywalizują ze sobą grupy tzw. „Screamerów”.
Są to zespoły o nazwach takich jak „Green Reapers”, „Strike Force Romanda”, „Kagawa-Kai” czy „Anaconda Corp”, z których każdy ma własne powody, by wziąć udział w turnieju.
Jedni chcą zemsty za zamordowanego członka, inni szukają sławy i chwały. A wszyscy są zainteresowani nagrodą pieniężną w wysokości *sprawdza notatki* spokojnych 100 miliardów dolarów. Tak, w świecie Screamer zdecydowanie nie oszczędza się na nagrodach.
Aby zgarnąć tę pokaźną sumę, wcielicie się w rolę różnych kierowców i kierowczyń ze wszystkich drużyn. Za kierownicą swoich pojazdów musicie wykonywać różnorodne zadania w trakcie wielu misji: osiągać określone czasy okrążeń, pobijać rekordy, zajmować określone miejsce na podium, uruchamiać boost podczas driftu lub wygrywać wyścigi drużynowe.

Perła w lesie dystopii
Poziom trudności czasami bardzo się waha, mimo możliwości wyboru poziomu trudności i sporej liczby funkcji pomocniczych.
Jedną misję wygrywam bez problemu, mając 500 metrów przewagi nad drugim zawodnikiem, a w kolejnej prawie nie popełniam błędów i ledwo się kwalifikuję na trzecie miejsce.
Ponadto poruszacie się po stosunkowo niewielkiej liczbie tras: dostępne są cztery różne scenariusze, których 32 trasy tylko częściowo wykorzystują inne elementy otoczenia.
W każdym razie całość wygląda naprawdę dobrze: akcję można oglądać wprawdzie tylko z widoku z góry, ale z tej perspektywy szalenie wysoka prędkość i efektowne zderzenia prezentują się naprawdę świetnie. A całość działa szybko i stabilnie nawet na średniej klasy sprzęcie przy wysokim poziomie szczegółowości.
Szkoda tylko, że poza pięknie zaaranżowanymi trasami nie ma zbyt wiele do oglądania. Jeśli przypomnieć sobie oryginalnego Screamera (który mocno wzorował się na pierwszej części Ridge Racer), to wszędzie coś się działo – samoloty, helikoptery czy kolejki linowe przelatywały z sykiem przez obraz. Tutaj nie ma nic podobnego.
Gra wyścigowa inna niż wszystkie
W trakcie turnieju fabuła skupiająca się na wyścigach, zemście i bogactwie odgrywa niezwykle ważną rolę. Tak ważną, że krótkie wyścigi wydają się momentami raczej wypełniaczem.
Przed i po nich będziecie bowiem zasypywani niemal niekończącymi się dialogami, głównie w sekwencjach dialogowych prezentowanych z widoku z boku, ale także w bardzo solidnych technicznie krótkich filmikach, które renomowanemu japońskiemu studiu anime Polygon Pictures(Tron: Uprising, Love, Death & Robots itp.).
Cechą charakterystyczną fabuły jest to, że podobnie jak ostatnio na przykładw Tekken 8, prawie każda postać mówi innym językiem – od angielskiego, przez francuski, włoski czy hiszpański, aż po niemiecki i japoński – słyszy się bardzo wiele, a postacie nie mają między sobą nawet najmniejszych problemów z porozumieniem. W przeciwieństwie do Tekkena, w Screamerze jest przynajmniej jakieś pozorne wyjaśnienie tego cudownego świata Babel Fish.
W każdym razie fabuła jest dobrze skonstruowana. A jeśli zależy wam na tym, by być jak najbardziej wielojęzycznym, zwłaszcza jeśli chodzi o przekleństwa, to Screamer jest doskonałym nauczycielem. Bo tutaj od czasu do czasu naprawdę mocno się przeklina, a drużyny zdecydowanie nie przebierają w słowach.
Na dłuższą metę to wszystko jest jednak trochę zbyt intensywne i męczące; osobiście wolałbym, żeby skala gry i fabuły była znacznie bardziej przesunięta w stronę gry. W końcu wszystkie przerwy w wyścigu można pominąć, jeśli ktoś nie ma ochoty na te gadki.
Anime Drift Master
Turniej jest nie tylko centralnym punktem fabuły, ale w zasadzie również samouczkiem gry. Screamer oferuje bowiem kilka cech szczególnych, które wyraźnie odróżniają go od standardowych gier wyścigowych.
Po pierwsze, sterowanie, które jest w dużym stopniu inspirowane systemem dwóch drążków z Inertial Drift. Przypomnijmy: tam lewym drążkiem steruje się normalnie, a prawym kontroluje drift. Natomiast w Screamer lewym drążkiem steruje się normalnie, a prawym kontroluje drift. No dobrze, mówimy tu mniej o „inspirowaniu”, a bardziej o „przejęciu”.

Zarówno tu, jak i tam system wymaga sporo czasu na opanowanie. Szczególnie drift pozwala na niezwykle precyzyjną kontrolę nad pozycją pojazdu na zakręcie, ale wymaga też bardzo dokładnego sterowania. Kto wejdzie w zakręt pod złym kątem, uderzy z pełną prędkością w bandę, co nie tylko mocno go wyhamuje, ale czasami kosztuje też zbyt szeroki tylny spojler.
Jeśli jednak po pewnym czasie ćwiczeń opanujecie drift w miarę dobrze, całość wydaje się całkiem fajna. Bo nagle staje się możliwe, aby z pełnej prędkości przejść w drift, precyzyjnie podążać za przebiegiem zakrętu, mijając barierkę zaledwie o kilka centymetrów – a na końcu, gdy znów wjeżdżamy na prostą, zakończyć to wszystko precyzyjnie wyczutym turbo-boostem. Bo przecież jest jeszcze system Echo.
Cześć Echo! Cześć Screamer!
Sposób, w jaki podczas turnieju zapoznaje się graczy z „Echo”, jest naprawdę głupi. Podsumuję to w skrócie: „Hej, jestem mechanikiem, którego nie znacie. Zamontuję teraz w waszych super drogich supersamochodach urządzenie, które opracowałem, a które sprawi, że gdy wasz samochód eksploduje, zostaniecie natychmiast ożywieni. Fajnie? Fajnie!”
Ahem. No dobrze. Echo to zbiór mechanizmów gry, które gdzie indziej nazywałyby się Turboboost, Takedown lub Tarcza ochronna. Aby móc z nich skorzystać, musicie zgromadzić energię „Sync” poprzez jak najbardziej zręczną jazdę lub precyzyjną zmianę biegów.

Kiedy z nich skorzystacie, naładuje się „Entropia”, którą z kolei możecie wykorzystać do stworzenia krótkotrwałej tarczy lub „Overdrive” – jeśli traficie w nią przeciwnika, ten natychmiast staje w płomieniach. Wy jednak również, jeśli w tej fazie dotkniecie bandy. Klasyczny system ryzyka i nagrody.
Wszystko to jest przypisane do przycisków na ramionach gamepada (którego użycie jest zdecydowanie zalecane przez grę) i wymaga trochę czasu na opanowanie. Na szczęście w trakcie długiego turnieju jest to wprowadzane stopniowo.
Sala gier wzywa!
Jeśli natomiast chcecie od razu rzucić się na głęboką wodę, tryb Arcade jest idealnym wyborem: czekają tu na was wyścigi standardowe i drużynowe, różne warianty wyzwań, a także wyścigi z punktami kontrolnymi i na czas – wybór jest wystarczająco duży, by zapewnić długotrwałą zabawę na pełnych obrotach. Na początku zawartość jest jednak bardzo skromna, ponieważ trasy i pojazdy odblokowuje się w trakcie turnieju lub poprzez nieustanne szaleństwa w trybie Arcade.
Całość wygląda naprawdę dobrze. I działa naprawdę cholernie szybko!
Cierpliwi kolekcjonerzy z czasem uzupełnią archiwum o grafiki, filmy, (cudownie energiczną) ścieżkę dźwiękową, a także mnóstwo opcji personalizacji wszystkich pojazdów.
Jeśli chcecie zaprezentować światu swój klejnot z potężnym spojlerem, możecie w dowolnym momencie wyłączyć tryb wyścigu i przejść do trybu fotograficznego, aby uchwycić swój pojazd z jak najbardziej szalonych perspektyw i z wykorzystaniem wielu filtrów, tworząc niezwykle dramatyczne ujęcia.
Oczywiście nie w trybie wieloosobowym, inni gracze uznaliby to prawdopodobnie za głupotę. Screamer oferuje różne warianty trybu wieloosobowego, w tym rzadko spotykany obecnie tryb podzielonego ekranu dla maksymalnie czterech uczestników.
Podsumowanie redakcji
Scenka przerywnikowa, scenka przerywnikowa, scenka przerywnikowa, krótki wyścig, scenka przerywnikowa, scenka przerywnikowa – właśnie tak wyobrażam sobie grę wyścigową stworzoną przez Hideo Kojimę. Turniej jest co prawda naprawdę elegancko zainscenizowany, ale dla mnie zawiera zbyt wiele gadania, a zbyt mało akcji na torze. W związku z tym już po krótkim czasie testowania zauważyłem oznaki zużycia przycisku „Pomiń”. Fabuła nie jest aż tak interesująca, nawet jeśli moje międzynarodowe słownictwo przekleństw znacznie się tu wzbogaciło.
Pod względem zawartości czeka na was czysta gra zręcznościowa. Sterowanie driftem za pomocą prawego drążka po pewnym czasie przyzwyczajenia działa już dobrze i precyzyjnie. Ale podobnie jak w przypadku Inertial Drift, wydaje mi się, że jest to rozwiązanie problemu, który w rzeczywistości w ogóle nie istnieje. Dla porównania zagrałem w międzyczasie w stare, dobre OutRun 2006: Coast 2 Coast i muszę powiedzieć: tam drift działa równie precyzyjnie i jest znacznie łatwiejszy w obsłudze
Screamer to naprawdę dobra gra wyścigowa, z niesamowicie szybką, wspaniałą grafiką pełną efektów, niezwykle energiczną ścieżką dźwiękową i odpowiednio wymagającymi przeciwnikami. I nawet jeśli nie wszystkie jej funkcje mają naprawdę sens, doceniam to, że tu i ówdzie próbuje czegoś nowego. Nawet jeśli przy tym od czasu do czasu przesadza.

